sobota, 14 kwietnia 2012

25. Severus Snape

Chciałabym tu skrócić historię przyjaźni z jednym z moich najlepszych przyjaciół. Nie chodzi mi ani o Dorcas, ani o Huncwotów. Opiszę tu Severusa Snape, który do południa dnia dzisiejszego był jeszcze moim najlepszym przyjacielem. Ja i Severus poznaliśmy się w wakacje jak mieliśmy jeszcze po 10 lat. Nie wiedziałam jeszcze wtedy nic o istnieniu magii i on w większości wtajemniczył mnie w "odmienny" dla mnie świat czarodziejów, do którego po jakimś czasie przywykłam. Na początku nie chciałam uwierzyć w historie tego tajemniczego chłopca - razem z Petunią twierdziliśmy, że zmyśla, żeby się popisać. Niedługo potem zastanowiłam się dokładnie i pierwszy raz pomyślałam sobie "On chyba nie kłamie". Ale Tunia zawzięcie mówiła, iż jest to nieprawda. Podejrzewam tak, dlatego, że Severus twierdził, iż tylko ja jestem "magiczna". Moje przemyślenia sprawdziły się. Sev wcale nie zmyślał. W pewien czerwcowy dzień dostałam list z Hogwartu - był taki sam jak list mojego przyjaciela. Petunia była bardzo zazdrosna. Zaczęła mnie wyzywać od dziwolągów i wiedźm. Severus oczywiście mnie bronił. Było mi okropnie przykro, że pokłóciłam się z siostrą, z którą miałam naprawdę dobry kontakt. Szlochałam w poduszkę i byłam niesamowicie smutna. Później razem z Sev'em znaleźliśmy list z Hogwartu w półce w pokoju Tuni. Przeczytaliśmy go. Profesor Dumbledore odpowiedział w nim bardzo grzecznie, iż Petunia nie może uczęszczać do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdyż nie posiada magicznych zdolności. Chwilę po przeczytaniu tego listu Tunia wpadła do pokoju i widząc nas z owym listem w ręku była naprawdę wściekła. Wrzeszczała, że nas nienawidzi i tym podobne. Severus uznał to za śmieszne, ale widząc mnie, powstrzymującą się od płaczu, spoważniał. Niedługo potem skończyły się wakacje i nadszedł dzień 1 września. Stawiłam się wraz z rodzicami (bez Petuni) na stacji King's Cross, a za 15 minut machałam do nich z okna pociągu Express Londyn-Hogwart. Sev miał wielką nadzieję, że trafię do Slytherinu. Jednak po Ceremonii Przydziału trafiliśmy do dwóch odmiennych domów - ja do Gryffindoru, on do Slytherinu, tak jak chciał. Mimo to, byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Oboje nie lubiliśmy tego "zarozumiałego i aroganckiego" Jamesa Pottera, który od trzeciej klasy zawzięcie chciał się ze mną umówić. W szkole byliśmy naprawdę świetni z eliksirów, obydwoje uczęszczaliśmy do klubu "Ślimaka" organizowanego co wieczór w piątek. Było to spotkanie ulubionych uczniów Slughorna. Na Obronie Przed Czarną Magią okazało się, iż obydwoje za Patronusa przybieramy postać łani. Mijały lata, byliśmy coraz starsi. Nie podobało mi się towarzystwo w jakim obracał się Sev. Chciał się przyłączyć do Śmierciożerców, czego zupełnie nie potrafiłam zaakceptować. Na początku szóstej klasy nasza przyjaźń zaczęła się burzyć, ale mimo wszystko byliśmy dla siebie serdeczni. On miał swoich przyjaciół, a ja swoich. Jednak nie pozbawiałam się nadziei, iż Severus nigdy nie przyłączy się do zwolenników Voldemorta. Jednak dzień dzisiejszy zmienił wszystko. Powtarzam wszystko. Mam w dalekim poważaniu kim się stanie - czy będzie Śmierciożercą, czy nie - mnie to już nie obchodzi. Nie jest już teraz moim przyjacielem...
________________________________________________

Teraz już tylko oczekujcie na następny rozdział, gdzie dokładnie opiszę zdarzenia. :)

piątek, 13 stycznia 2012

24. Kolejne dni

Starałam się ze wszystkim nadążyć - czyli na pierwszym miejscu przede wszystkim lekcje, nauka i dopiero potem przyjaźń i rodzina. Cóż... Nikt nie mówił, że będzie łatwo na ostatnim roku w Hogwarcie. Często zarywałam noce dla napisania wypracowań (szczególnie tych z transmutacji, eliksirów i zaklęć). W dzień wyglądałam jak chodzący trup - nawet Dora to potwierdziła. Przestałam praktycznie gadać z Rogaczem, co zaczęło szkodzić naszej przyjaźni - dokładnie tak samo jak próchnica niszczy zęby.
- Dlaczego nie było cię w zeszłym tygodniu z nami w Hogsmeade? - zapytał któregoś dnia.
- Przepraszam, nie mogłam. Byłam zajęta -odpowiedziałam.
- A co takiego ważnego cię zatrzymało, że nie mogłaś z nami iść?
- Zadania i nauka. Nie nadążam za tym wszystkim - pożaliłam się.
I z każdym dniem było coraz gorzej. Nasze rozmowy ograniczały się tylko do jednego zdania na dzień. Po kolejnej nieprzespanej nocy postanowiłam, że to koniec. Poświęcę się dla przyjaźni. Próbowałam pogadać z Dorcas. Była trochę wściekła.
- Nagle chcesz ze mną gadać?
- Wiem, że głupio zrobiłam i w ogóle, ale musiałam to wszystko zaliczyć. Rozumiesz, prawda?
- Nie, nie rozumiem. Porzuciłaś swoich przyjaciół w tym mnie. Dla nauki.
- Przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło. Przebaczysz mi?
- Ech... - westchnęła głośno. - No dobrze. Ale nie wykręcaj mi więcej takich numerów, ok? I idź przeproś chłopaków. Martwią się o ciebie.
- Oczywiście! - i w podskokach wybrałam się do dormitorium Huncwotów.
Zatrzymałam się przed drzwiami i zapukałam. Również nie byli zachwyceni moją "nieobecnością". Ostatecznie przebaczyli mi mój postępek. Mam nadzieje, iż od jutra wszystko będzie tak jak dawniej. Później, w Pokoju Wspólnym pogadałam z Rogaczem. Ponarzekaliśmy na zadania, wypracowania i inne rzeczy. Pod koniec dnia zadowolona usnęłam.

czwartek, 12 stycznia 2012

23. Przeprosiny

Rozległo się pukanie do drzwi. Jak to możliwe, że Dorcas tak wcześnie wróciła? Jednak kiedy podniosłam wzrok, okazało się, iż w progu wcale nie stoi moja przyjaciółka.
- Czego chcesz? - zapytałam chłodno Rogacza.
- Chciałem cię przeprosić za to wszystko... - odpowiedział.
- To sobie przepraszaj. I chciałam ci podziękować za zepsucie walentynek. Udało ci się! - odparłam.
- Ale to nie miało tak być! - usprawiedliwiał się James.
- A jak niby? - zapytałam.
- No... Inaczej...
- Czyli?
- Nieważne jak. Nie gniewasz się już na mnie?
- Durne pytanie. Oczywiście, że się gniewam! Jak można być tak głupim, żeby zostawić swoją przyjaciółkę samą i przez resztę balu mieć ją gdzieś?
- Ej, nie obrażaj mojej inteligencji!
- No to jak wytłumaczysz swoje zachowanie?
- Już mówiłem, to nie miało tak wyjść!
- Ale nie odpowiedziałeś jak to według ciebie miało wyglądać.
- A po co ci to wiedzieć?
- Jestem po prostu ciekawa, z jakiej racji wymyśliłeś ten jakże kretyński pomysł.
- To nie był mój pomysł!
- No to w takim razie czyj?
- To od poczatku był pomysł Łapy. Miałem tym mądrym sposobem wzbudzić u ciebie zazdrość. Wyszło odwrotnie. Jesteś wściekła.
- Och... - odebrało mi to całą parę z ust.
- Czy takie usprawiedliwienie cię satysfakcjonuje?
- Nie bardzo - odrzekłam. - Zachowałeś się po prostu głupio, a twoje wytłumaczenia są naprawdę nędzne.
- Wiem, przepraszam. Podobno zepsułem ci wieczór, chociaż jeszcze może nie do końca. Bal nadal trwa. Idziemy zatańczyć?
Zastanowiłam się chwilę, zanim udzieliłam odpowiedzi:
- W porządku, ale daj mi chwilę.
- Jasne. Spotkamy się w Wielkiej Sali - powiedział i wyszedł.
Zaczęłam szybko przebierać się w kreacje pożyczoną od Dorcas. I postarałam się jako-tako ułożyć włosy, w które wpięłam broszkę w kształcie motyla ozdobioną drobnymi, zielonymi kamykami. Była pod łóżkiem. Przed balem walentynkowym szukałam jej i nie mogłam znaleźć.
W końcu udałam się do Wielkiej Sali. Rogacz już na mnie czekał.
- No to co? Tańczymy? - zapytał.
- Uhm... - odpowiedziałam i po chwili już kręciliśmy piruety na parkiecie.
Leciały właśnie najlepsze hity, a ja całkowicie straciłam rachubę czasu. Nie wiem ile piosenek już przetańczyłam, ale uczniowie pomału zaczęli się ulatniać. Właśnie nadeszła ostatnia, końcowa piosenka - chyba najwolniejsza z nich wszystkich.
- I jak? Wieczór uratowany? - zapytał.
- Tak. Po okropnym początku, wszystko dobrze się kończy - odpowiedziałam.