sobota, 30 czerwca 2012

37. Lekcje

Coraz dłuższe robią mi się te rozdziały. Notka, tak samo jak jej poprzedniczka jest z serii "zapychacz". Ogłaszam, że będę zwalniać, ze względu na to, iż rozpoczęły się wakacje i za chwilę wyjeżdżam. Postaram się jak tylko mogę dodawać chociaż jeden rozdział w tygodniu. Będę pisać w zeszycie ciąg dalszy. Obecnie mam już jedną notkę w zanadrzu. Miłych wakacji i miłego czytania! :)
_______________________________________________

­
             Po chwili znaleźliśmy się w klasie i zajęliśmy miejsca. Po paru minutach zjawiła się reszta uczniów i w mgnieniu oka, wszystkie ławki były już pozajmowane. Do klasy wkroczył profesor Flitwick i zadał temat dzisiejszej lekcji. Rozejrzałam się po klasie. James z Syriuszem smacznie spali, w ławce na samym tyle, podobnie zresztą jak Remus z Peterem. Ja i Dorcas jak zwykle zajęłyśmy miejsca w samym środku, zaraz przy oknie. Dwie ławki na prawo, siedziała Jessica w towarzystwie jej przyjaciółki, Mary, wypłakując się jej na ramieniu i od czasu do czasu łypiąc groźnie na Rogacza. Wyjrzałam przez okno, obserwując białe obłoki chmur na niebie, tym samym wyłączając się z lekcji, co raczej rzadko mi się zdarzało. Z zamyślenia wyrwała mnie Dora, trącając mnie lekko łokciem i podając pod ławką zwinięty kawałek pergaminu z nabazgranymi słowami: "O czym tak myślisz?". Odkręciłam kałamarz, po czym wzięłam pióro do ręki i zanurzyłam jego końcówkę w czarnym atramencie, odpisując: "O wszystkim i o niczym".
"A może tak jaśniej?"
Westchnęłam i nabazgroliłam: "Jeśli mam być całkiem szczera, to rozmyślam o wczorajszym incydencie".
"Dużo się wczoraj zdarzyło. O który moment dokładnie ci chodzi?"
"Domyśl się", odpisałam.
"Już chyba wiem".
"Sądzisz, że to coś oznacza?"
"Tak, i to dużo. Pytanie tylko, czy ty coś do niego czujesz?"
Chwilę zastanowiłam się nad odpowiedzią, zanim przelałam ją na niezapisany fragment pergaminu. "Chyba tak... I zastanawiam się czy to dobrze czy źle".
Czytając liścik, Dorcas uśmiechnęła się, a po chwili zmarszczyła czoło. "Dlaczego miałoby być źle?", napisała.
"Pamiętasz, ile dziewczyn miał już Rogacz? Boję się, że ze mną stanie się to samo". Dziękowałam w duchu, że ta korespondencja jest pisemna, gdyż zdecydowanie łatwiej było mi pisać o uczuciach aniżeli o nich mówić.
"Boisz się, że cię po prostu rzuci? Wiesz, ja bym zaryzykowała. Skąd wiesz, czy nie wydoroślał?".
"Chyba masz rację. A teraz zajmijmy się lekcją", posłałam i szczelnie zakręciłam kałamarz.
             Po zaklęciach, podszedł do mnie niski gryfon z trzeciego roku i wręczył karteczkę, mówiąc, że to od profesor McGonagall. Zaraz potem poczłapał do Jamesa i podarował mu tą samą kartkę. Otworzyłam ją i szybko przeczytałam jej treść.

Twój szlaban rozpocznie się dzisiaj, o piątej po południu.
Proszę oczekiwać na nadejście pana Filcha w jego gabinecie.
Z poważaniem,
Profesor M. McGonagall


- I co? - zapytała Dora, zerkając mi przez ramię.
- Szlaban - odparłam. - Masz, przeczytaj - podałam jej karteczkę.
- Myślę, że nie będzie tak źle... - pocieszyła mnie.
Uśmiechnęłam się do niej lekko i zarzuciłam torbę na ramię.
- To co, idziemy? - spytałam, kierując się w stronę wyjścia, na co moja przyjaciółka przytaknęła.
             Po transmutacji, która minęła mi niesamowicie szybko, nadszedł czas na podwójną historię magii. Prawie cała klasa, łącznie z Dorcas, przysypiała, nie mówiąc już o Huncwotach. Starałam się nie poddać monotonnemu głosowi profesora Binnsa i nie uciąć sobie drzemki, co było nie lada wyczynem. Dzielnie zapisywałam ważne informacje, tworząc notatkę. W którejś chwili, podparłam rękę na brodzie i wbrew mojej woli przymknęłam oczy, poddając się słodkiemu snu.
- Lily! Wstawaj! - krzyknęła moja przyjaciółka, tarmosząc mnie za rękaw szaty. Momentalnie się obudziłam.
- O co chodzi? - zapytałam rozkojarzona, rozglądając się na boki.
- Za pięć minut rozpoczyna się kolejna lekcja. Chodźmy! - ponagliła.
- Co?! - zawołałam. - Nie mów, że przespałam prawie dwie godziny historii magii!
- Niestety muszę cię zasmucić, bo jest to prawda.
             Parę godzin później, skończyły się lekcje i razem z Dorcas podreptałyśmy do biblioteki, napisać niesamowicie trudny esej na transmutację. Mniej niż dwie godziny później, położyłam pióro na ławce i rozprostowałam prawą dłoń. Od wpatrywania się w nagryzmolony arkusz pergaminu, piekły mnie oczy. Przejechałam wzrokiem po moim eseju i powykreślałam parę zdań, zastępując je nowymi. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał za dziesięć piątą. Gwałtownie podniosłam się z krzesła.
- Muszę już iść - powiedziałam do ciemnowłosej, która spojrzała na mnie zza opasłego tomu. - No wiesz, szlaban. Zobaczymy się później!
             Spakowałam książki i szybkim krokiem poszłam w kierunku gabinetu Filcha. Zapukałam parokrotnie, a ponieważ nikt mi nie odpowiedział, postanowiłam wejść bez przyzwolenia. Usiadłam na krześle i czekałam. Widocznie zjawiłam się trochę za wcześnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W oczy rzuciła mi się szafka, wokół której leżały różne zapiski. Nie zastanawiając się co robię, podeszłam do niej i przeczytałam napis: "Syriusz Black, James Potter". Czyżby mieli osobną szafkę w gabinecie Filcha? No nieźle... Czytałam zapiski o ich wybrykach z uśmiechem na twarzy. Często też, pojawiali się obok  "Remus Lupin, Peter Pettigrew". Słysząc kroki, szybko odskoczyłam od szafki. Odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że jest to tylko James.

środa, 27 czerwca 2012

36. Czyżby kolejny kawał?

          Notka z serii "zapychacz". Dzisiejsze wydanie troszeczkę dłuższe niż zwykle, gdyż nagle dopadła mnie wena. Zapraszam do czytania.

                                                                               * * *

- Brawo, po prostu, brawo! - mówił wkurzony James, krążąc w kółko wokół dormitorium. - Wszystko szło po mojej myśli, dopóki nie wkroczyliście do akcji - powiedział, patrząc na kolegów z ukosa.
- A ja niby za co dostaję reprymendę? - zapytał Remus.
- Ciebie akurat nie winię. Chodzi mi raczej o tę dwójkę - rzekł, z naciskiem na ostatnie słowo.
- To była wojna o czekoladę! - bronił się Syriusz.
- Leżała sobie samotnie na szafce... Jeszcze nierozpakowana... Z daleka czułem jej słodki zapach... - wtrącił rozmarzony Peter. - Nie mogłem jej tak zostawić!
- To naprawdę świetnie, ale...
- Właściwie to co takiego się tam zdarzyło? - przerwał Lunatyk, siadając na łóżku. - Znaczy w pokoju wspólnym. Oczywiście, przed wejściem Łapy i Glizdka.
- My... Znaczy ja i Lily... Prawie się całowaliśmy.
W dormitorium zaległa cisza. Huncwoci z niedowierzaniem wpatrywali się w Jamesa.
- Nie wierzę - wyszeptał zdziwiony Syriusz. - Moje gratulacje! - wyszczerzył zęby.
- Niestety nie masz mi czego gratulować, bo ktoś nam przeszkodził!
- Ruda wreszcie się do ciebie przekonała? - zapytał Remus, tym samym zmieniając temat.
- Na to wygląda.
- A to ciekawe... - zainteresował się Łapa. - Wcześniej było wręcz przeciwnie, prawda? Dopiero w tym roku, się zakumplowaliście.
- Dokładnie - zawtórował mu Lunatyk. - Coś długo to trwało. Całe sześć lat, o ile się nie mylę.
- Lepiej późno niż wcale - spuentował Rogacz. - To co robimy? Strasznie się nudzę.
- Hm... - zamyślił się Syriusz. - Jakiś pomysł na kawał? Tylko taki, który obędzie się bez nocnej interwencji w gabinecie McGonagall. Wiecie, jaka jest wściekła, kiedy ktoś ją obudzi. Daje wtedy najgorsze kary.
- Nawiązując do McGonagall, to w pełni się zgadzam, gdyż dzisiejszej nocy już u niej zagościłem i wraz z Lily zarobiłem szlaban.
- Co takiego zrobiliście? - zapytał Remus.
James ze szczegółami opowiedział kolegom o całym zajściu.
- Coś widzę, że szykuje się wspólny szlaban - powiedział Łapa, uśmiechając się łobuzersko. - Ciekawe co też dla was wymyślili...
- McGonagall musiała mieć wyjątkowo dobry humor, bo nie odjęła Gryffindorowi żadnych punktów - skomentował Lunatyk.
- No dokładnie. Co sądzicie, o małej, nocnej przechadzce po Hogwarcie, pod peleryną niewidką? - zaproponował Rogacz.
- Mam pomysł! - zakrzyknął Syriusz. - James, gdzie ty znalazłeś tą okropnie lepką substancję, po której nie mogłem odczepić buta od posadzki? - zapytał z błyskiem w oku.
- Tą, której fiolkę roztrzaskałem kiedyś na eliksirach? Nie pamiętam co to była za mikstura.
- Ale ja pamiętam - powiedział Remus. - Czy myślicie o tym samym co ja?
Chłopcy kiwnęli głowami.
- No to będzie trzeba zgromadzić dużo składników. W jedną noc tego nie zrobimy.
Glizdogon, Łapa i Rogacz jęknęli z zawodu.
- Czy ja wyglądam na cudotwórcę? - bronił się Lunatyk. - Żeby uwarzyć taką ilość eliksiru, potrzebny jest przynajmniej tydzień czasu i naprawdę wielki kocioł.
- Da się załatwić - powiedział James, mierzwiąc sobie włosy. - Jakie składniki są potrzebne do sporządzenia go?
- Chwileczkę, muszę zajrzeć do podręcznika - odparł, zawzięcie grzebiąc w kufrze, równocześnie wysypując jego zawartość. - Mam! - zawołał, pospiesznie chowając rzeczy z powrotem.
Otworzył książkę i odczytał na głos spis treści. Następnie zaczął wertować książkę, w poszukiwaniu odpowiedniej strony.
- Znalazłem! - zakrzyknął, wpatrując się w listę składników. - No, troszkę tego jest. Najwyżej buchniemy trochę z gabinetu Slughorna.
- Ile czasu zajmie ci to wszystko? - zapytał Syriusz.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to tak za dwa tygodnie wywar powinien już być gotowy.
- Dwa tygodnie? To kawał czasu! - powiedział rozżalony James.
- Dla takiego dowcipu warto - mruknął Łapa, szczerząc zęby w uśmiechu.

                                                                                * * *

- Cześć! - zawołała Dorcas do chłopaków, którzy leniwym krokiem zbliżali się w naszą stronę. Mieli podkrążone oczy i jeszcze bardziej niż zwykle rozmierzwione włosy, chociaż wydawać by się mogło, że w przypadku Rogacza jest to niemożliwe.
- Heeej - powiedział Peter, powstrzymując gwałtowne ziewnięcie.
Huncwoci oklapli na ławce i nałożyli sobie jedzenia.
- Co z wami? - zapytałam. - Wyglądacie jakbyście zarwali noc.
- Tak, i to trzecią z rzędu - ospale rzekł Syriusz. - Chyba zwolnię się z zaklęć i pójdę przespać do dormitorium.
- Ej! Ja to miałem zrobić! - krzyknął James, nagle wyrwany z transu.
- Na nic wam się to nie zda - powiedziałam, z miną ważniaka. - Jedynie będziecie jeszcze bardziej senni, niż byliście na początku.
- Naprawdę myślisz, że zamierzamy przespać tylko jedną godzinę? - zapytał Rogacz, uśmiechając się pobłażliwie.
- Nie, obcuję już z wami sześć lat i co nieco o was wiem. Jednakże, nie zmienia to faktu, iż po zaklęciach jest transmutacja.
- I co w związku z tym?
- To, że McGonagall nie jest głupia. A zresztą potem jest podwójna historia magii, więc nie wiem czy opłaca się wam symulować chorobę.
- Dobra, wygrałaś, grzecznie zostaniemy na lekcjach. To co idziemy? - spytał Łapa, wstając od stołu.
- No, chodźmy już - powiedziała Dorcas, również wstając.

czwartek, 21 czerwca 2012

35. Późna wizyta u McGonagall

Tak, wiem, że tytuł nie odnosi się do całej notki, ale miałam pewne problemy z jego wymyśleniem.
____________________________________________



Woźny, słysząc huk jaki zrobiłam, podbiegł w naszą stronę.
- Złapałem was na gorącym uczynku! - powiedział, zacierając ręce z uciechy. - Szykujcie się na szlaban! A teraz pójdziemy do profesor McGonagall. Myślę, że nie będzie zadowolona, jak się ją obudzi w środku nocy - zarechotał, wykrzywiając twarz w ohydnym uśmiechu.
Wymieniłam znaczące spojrzenia z Jamesem, który cicho wymamrotał "Koniec psot!" i schował mapę Huncwotów do kieszeni. McGonagall mogła jedynie sprawę pogorszyć. Dowlekliśmy się za Filchem do gabinetu pani profesor. Woźny wyjaśnił całą sytuację, oczywiście koloryzując ją tu i ówdzie na naszą niekorzyść, czego Rogacz nie omieszkał skomentować.
- Macie coś na swoje usprawiedliwienie? - zapytała McGonagall, po wysłuchaniu opowieści Filcha.
- Byliśmy na przyjęciu u profesora Slughorna - pospieszyłam z wyjaśnieniami - i impreza się przedłużyła.
- Co nie zmienia faktu, panno Evans, że mogła pani powiadomić profesora o późnej porze i przypomnieć mu, iż jutro są zajęcia!
- Nie pomyślałam o tym... - wymamrotałam.
- Oczekuję jeszcze wyjaśnienia o rzekomym zniszczeniu zbroi - rzekła, nerwowo stukając paznokciami o biurko.
- W drodze do wieży Gryffindoru, przewróciłam się o nią. To był przypadek.
Nauczycielka kiwnęła głową i po chwili zamyślenia powiedziała:
- Nigdy bym się nie spodziewała pana Pottera z panną Evans razem wracających z przyjęcia w środku nocy.
Mogłam się założyć, że przez jej twarz przemknął cień uśmiechu.
- No dobrze, jesteście wolni. Jeśli jutro profesor Slughorn potwierdzi wasze usprawiedliwienie, czeka was jedynie szlaban.
Wyszliśmy z gabinetu, kierując się w stronę wieży Gryffindoru.
- Przepraszam - wyszeptałam nieśmiało, patrząc się na czubki swoich zielonych botków.
- Nie masz za co przepraszać. Myślisz, że to mój pierwszy szlaban w życiu?
- O ile mi wiadomo, trochę już ich było - odpowiedziałam, uśmiechając się. - Ale dla mnie będzie to pierwszy.
- Prędzej czy później to musiało nastąpić - odparł, szczerząc zęby.
Doszliśmy do pokoju wspólnego gryfonów.
- No to do zobaczenia rano! - rzuciłam na odchodnym, odwracając się w stronę dormitorium.
- Lily, zaczekaj! - zawołał, delikatnie chwytając mnie za ramię.
Przysunął się na tyle blisko, że w jego orzechowych oczach mogłam dostrzec swoje odbicie. Opuszkami palców odgarnął zbłąkany kosmyk kasztanowo-rudych włosów z mojej twarzy. Serce zabiło mi szybciej. TRZASK! Z dormitorium chłopców wyłonił się Syriusz goniący Petera.
- Oddawaj to! - wrzasnął Łapa, rzucając się na Glizdogona.
Powodem bitwy była ogromna tabliczka czekolady z Miodowego Królestwa. Westchnęłam głośno.
- Normalnie jak dzieci - skomentowałam.
Zaklęciem przywołującym wyperswadowałam czekoladę z rąk Petera.
- Dzięki, Lily - odparł Syriusz i wyciągnął rękę z zamiarem odebrania swojej zguby.
- Konfiskuję to - odrzekłam, uśmiechając się złowieszczo. - Do obowiązków prefekta należy między innymi odbieranie uczniom niebezpiecznych przedmiotów.
- Od kiedy to czekolada jest niebezpiecznym przedmiotem? - zapytał oburzony Łapa.
- Przed chwilą byłam świadkiem, jak prawie się dla niej pozabijaliście na schodach - odpowiedziałam.
- Lily, nie wygłupiaj się, tylko mi ją oddaj!
- Ładnie poproś.
- Proooszę! - rzekł Łapa, robiąc słodkie oczka.
- Masz i następnym razem lepiej jej pilnuj.
- Dzięki.
Odwróciłam się na pięcie i wspięłam po schodach do dormitorium. W środku czekała na mnie Dorcas, czytając książkę "Brytyjskie i Irlandzkie drużyny Quidditcha".
- Coś długo cię nie było. Zaczynałam się o ciebie martwić - powiedziała, odkładając lekturę na szafkę nocną. - Jak ci się udał wieczór? - spytała z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Bardzo dobrze - odparłam, przebierając się w piżamę.
- Tylko tyle powiesz?
- A co mam jeszcze takiego powiedzieć?
- No nie wiem... Na przykład co robiłaś przez tyle czasu. Chcę przypomnieć, że jest pierwsza nad ranem.
W miarę dokładnie, opowiedziałam Dorcas o wydarzeniach z tego wieczoru.
- Dobrze, to teraz jakieś szczegóły, poproszę.
- Przecież moja opowieść była ze szczegółami!
Cholera. Przejrzała mnie. Nie wiem jak, ale musiała wyczuć, że pominęłam jakiś ważny moment. Rzeczywiście, tak było. Nie powiedziałam jej o tym, co wydarzyło się na krótko przed gonitwą Syriusza z Peterem. Westchnęłam głośno i dokończyłam moją historię o ten jeden krótki fragment.
- Ha! Wiedziałam, że coś ukryłaś! - powiedziała, klaszcząc w dłonie. - Czyli jednak między wami coś jest, tak?
- Możliwe... A teraz idę spać. Dobranoc! - krzyknęłam.